Hardware


Mysia krytyka

Wolę nie wspominać, z czym (nie)pewnym mężczyznom kojarzy się słowo "myszka". A dla mnie to po prostu wybujałe, męskie akcesorium, które ordynarnie przelecę z góry na dół wykazując tendencję, że co niektórym wydaje się, iż większe znaczy lepsze. W to akurat śmiem powątpiewać. I choć rozmiar ma znaczenie, dużo większą uwagę przykuwam do ułożenia myszki w dłoni, delikatności podczas przyciskania i precyzji, której ewentualna soczystość nie płynie tylko z wnętrza, lecz także ze sposobu prowadzenia głaskanego gryzonia. Osobiście preferuję trafiające w moje potrzeby poruszanie myszki palcami.

Całe myszkowe szaleństwo rozpoczęło się od kulek, którym delikatnie mówiąc z łatwością można zadać ból braku precyzji. Niewiele z owych czasów miałam ciepłych wspomnień, prócz dwóch, jak to na "balle" przystaje.

Logitech Wingman
Rys. 1 Logitech Wingman

Logitech Wingman zyskał mą aprobatę, gdyż - skądinąd gdzie trzeba - leżał, jak ulał. Jego dziwaczny, aczkolwiek rewelacyjny kształt zrobił szybko furorę w świecie graczy RTS, by teraz leżeć odłogiem smutnie merdając ogonkiem. Szarobury jegomość decydujący o formie myszek marki Logitech powinien smażyć się w najgłębszych czeluściach piekelnych, by dać przykład odważnym inaczej, że skleroza jednak boli.

Razer Boomslang
Rys. 2 Razer Boomslang

Do gara wrzuciłabym również projektanta firmy Razer. Owszem, "myszątko" o nazwie Boomslang wygląda hardcorowo, niczym twarz kosmitów ze "Znaków" z Melem Gibsonem. Zajmuje tyle miejsca na biurku, na ile wygląda - więcej niż lądownik księżycowy. Mimo to rządzi w dziedzinie odstrzeliwywania głów delikwentom, którzy nie okazują należytego szacunku płci przewspaniałej.

Kiedy miałam taki argument w ręku, żaden nie stanął mi na drodze. 2000 dpi i dziwnie wysoka precyzja, jeśli chodzi o zamierzchłą erę kuleczek, wznosiły się na wysokość zadania.

Logitech MX300
Rys. 3 Logitech MX300

W końcu nastała wiekopomna era mojej dorosłości i diody LED, czyli 1500 FPS na początek i won spowrotem do kulki, drogi użytkowniku. Na szczęście, rozwój technologii i różnych ciekawych technik doprowadził do powstania dominatora na rynku, precyzyjnej serii MX Logitecha z ponad czterema tysiącami ramek na sekundę! Wtedy to insekty, gryzonie, karaluchy poniżej 3000 FPS spryskałam Raidem, posypałam trucizną na szczury i podeptałam nie pozostawiajac nawet obola ku ich czci...

Brutalnie wcisnąłam odpowiednią wtyczkę do portu USB i rozkoszowałam się Logitech MX300. Zmusiłam nawet swe delikatne palce, by dusić z uporem maniaka przyciski myszki, bo trzeba przyznać, iż chodziły nieziemsko topornie po upragniony moment "rozklikania". Odtąd mój pies trafił do budy, a MX300 został najlepszym przyjacielem kobiety.

Nadawał się do RTS, FPP, RPG, dziwadła klasyfikacyjnego, Diablo oraz kilku zgoła odmiennych rzeczy. Zaowocowało to rzeszą fanów i fanek na całym świecie. A popularność MX300 nie słabnie do dziś, szczególnie w kręgach zboczonych strategów czasu rzeczywistego, którzy kształt tego Logitecha uznają za kwintesencję myszowatości, czystą perfekcję i wzór do naśladowania. O dziwo cwany producent nie popełnił drugi raz tej samej gafy, jak w przypadku Wingmana. Kształt MX300 wznowiono w postaci Logitecha G1, myszy o plastiku w stylu lepu na muchy, ale za to z poprawioną precyzją. Gdy "punkt G" wyprzedano, ruszono do ataku odmienną bajką, której obecność tutaj psuje chronoligczność wydarzeń. Czasowstrzymywaczu ratuj!

Logitech MX500
Rys. 4 Logitech MX500

Logitech MX518
Rys. 5 Logitech MX518

Nie ma co ukrywać, seria MX stała się asem atutowym Logitech. MX310 trafił na wiele wytwornych salonów, gdzie kulturalnie pogrywano w strategie tudzież bezczelne rąbanki - i znajduje się tam po dziś dzień. Natomiast ze względu na gabaryty MX500 i MX518 powędrował w ręce socjopatów i maniaków FPP oraz w przerośnięte palce poszkodowanych przez los nadal budząc grozę w cyberświecie. 518 - podobnie jak 300 - wielokrotnie uznano myszą roku i niezbędnym narzędziem gracza. Potem (poniekąd w międzyczasie) jakby się zatrzymało.

Razer Viper
Rys. 6 Razer Viper

Wykorzystał to Razer tworząc bardzo przeciętną mysz i nazywając ją mistrzem precyzji. Propaganda wzięła góre i różnokolorowe masy uwierzyły, że pierwsze 1000dpi w tamtych czasach równoznaczne było z niesamowitą jakością sensora optycznego. Nic bardziej mylnego, bo dpi to tylko szybkość myszy (ang. dot per inch - kropka-punkt na cal). Nie będę pokazywała palcami, ilu z Was zakupiło PR'ową kupeczkę w ładniuśnym pakunku, która mierziła akceleracją wsteczną i trybem uśpienia (sic!). A wszystko to za 199zł w detalu.

Razer Diamondback
Rys. 7 Razer Diamondback

Muszę przyznać, że swego czasu Razer zrehabilitował się wypuszczając w Diamondback-u solidny układ optyczny pozbawiony efektu akceleracji wstecznej i trybu uśpienia. Niemniej nadal nie porzucono tanich zagrań propagandowych. Weźmy na to reakcję Diamondbacka. Jest ona daleka od deklarowanego 1ms (1000Hz). Właściwie prawda jest taka, że Diamondback wyciąga 700Hz i to dopiero po podkręceniu ze standardowego taktowania 125Hz (8ms)!

Nie zrozumcie mnie źle, Razer Diamondback to świetna mysz, lecz kłamstwo zawsze będzie kłamstwem. W sferze nieprawdziwości obracano się do premiery Kraita, który - moim zdaniem - posiada na pokładzie najlepszy na świecie układ optyczny i daje użytkownikowi obiecane 1000Hz! Szkoda, że w 10-20% przypadków genialną precyzję mąci ocieranie się przycisków głównych - niedopatrzenie? Dlatego nie polecam kupna produktów Razera w sklepach wysyłkowych. Znacznie lepiej jest przejść się dla zdrowia do stonki, szarańczy czy innego sklepowego owada i wybrać sztukę pozbawioną wad.

Jeśli bawię się już w wytykanie tego, kto słowa nie dotrzymał, temat pociągnę dalej. Pewien znany producent taniego i nawet działającego sprzętu komputerowego znany pod nazwą A4-Tech podniecił rynek wieścią, że w jego ofercie znajdzie się gryzoń "X-750" o reakcji 1ms za ok. 50zł. Myszka, faktycznie, pojawiła się, a reakcja jakby nie. Wydano więc 8 milisekundową pupę ze ścierającym się lakierem. Z drugiej strony stosunek cena/jakość został zachowany.

KTEC KTM 6500
Rys. 8 KTEC KTM 6500

Szerzenie nieprawdy, niestety, nie jest proporcjonalnie bolesne do chronicznego braku alternatywy na rynku. Południowokoreański KTEC chełpi się produktami, na których pogrywają najlepsi gracze na świecie i zarazem skąpi ich reszcie świata.

U naszych zachodnich sąsiadów na pułkach sklepowych walą się sterty Hama Slide S1. Podobno w pierwszej esce poradzono sobie z akceleracją wsteczną. I tu nasuwa się pytanie: "warum" Hama się tym nie chwali?

Everglide G-1000
Rys. 9 Everglide G-1000

Raptor Gaming
Rys. 10 Raptor Gaming

Everglide, Raptor Gaming, Trust, Cooltek itd... - opozycja do jaśnie panujących monopolistów jest wielka, ale swoją renomę buduje powoli, niejednokrotnie z wpadkami.

Everglide w myszy G-1000 przypominającej Logitech Wingman zamontował układ optyczny pozbawiony akceleracji wstecznej z reakcją 1ms! Produkt pokpiono jednak fatalnymi przyciskami, które uniemożliwiają granie! Raptor Gaming M1 i M2 pracują kolejno z 1000Hz i 500Hz przekazując w ręce czcigodnego użytkownika niedostateczną ilosć precyzji. Bugów w Trust FightMouse lepiej nie wymieniać, a Cooltek zrobił mamuta wśród myszek (z której strony niby miałabym go złapać?) tracąc graczy z wymiarowymi dłońmi.

Po LEDzie nastała "era laserowa". Razer zaprezentował Copperheada, który miał juz sporo więcej wspólnego z 1ms niż Diamondback. Co prawda, choć średnia z programu Mouse Rate w jego przypadku wynosi 700Hz, to czasami niektore pomiary częściowe dają wyniki sięgające magicznego 1000Hz. Oczywiście, z obiecywanym 1ms nie jest do końca zgodne i najchętniej zrugałabym maczugą tego, kto tak koloryzuje.

Odnośnie samego sensora zgodzę się z powszechną opinią, iż jest on bardzo dobry. Twór ten radzi sobie nawet z akceleracją wsteczną, gdy zainstalujemy najnowsze sterowniki przeznaczone dla niego - pięknie.

Bardzo chciałabym to samo powiedzieć o G5, kontrataku Logitech na Copperhead'a. I nijak mogę o tym pomarzyć. Laser piątego "punktu" okazuje się niezły i tylko niezły - zdecydowanie przegrywa z Copperem; mała, bo mała, ale wyczuwana akceleracja wsteczna na 400dpi "on board".

Logitech G5
Rys. 11 Logitech G5

Nie zdziwicie się pewnie, kiedy powiem, że w G7 jest tylko nieco lepiej. Nie zmienia jednak to faktu, iż w tym przypadku Logitech G7 ma ogromne usprawiedliwienie, bo jest myszą bezprzewodową i to najlepszą, jak do tej pory. Szczęka opada dopiero w momencie pytania o cenę... 350-400zł piechotą nie chodzi.

Logitech G7
Rys. 12 Logitech G7

I to nie wszystko, co mi się tu nie podoba. Zarówno G5 i G7 są dość duże (mniejsze od Cooltek Hurricane, ufff... :-) ) , co ogranicza ich zastosowanie głównie do FPP - żegnaj Warcrafcie. ;-( Do tego posiadają profil wyłącznie dla praworęcznych...

Copperhead/Diamondback jest precyzyjniejszy, uniwersalny, poręczny (nie licząc przycisków bocznych) i tańszy od konkurencyjnych produktów marki Logitech. G5 i G7 ze swymi astronomicznymi cenami mogą się schować - mnie, fance Logitecha z ledwością przeszło to przez gardło... (Celowo nie wspomniałam o Logitech G3, bo mysz "padła" mi podczas testów)

Na szczęście przyszłosć to nie tylko Razer czy słabszy ostatnio Logitech. Na horyzoncie maluje się słodka wizja nowych myszek Microsoftu, Habu oraz IntelliMouse. Być może zawładną one sercami etatowych graczy. Pożyjemy, zobaczymy, a póki co... rządzi Razer.

Dodał: Urszula​Pawlak
Dział: Hardware


 

ComputerSun.pl na FaceBooku
Polecamy lekturę:

Mac OS X Tiger. Skuteczne rozwiązania



X

Zapisz się na biuletyn serwisu ComputerSun.pl, aby otrzymać poradnik:

Zabezpieczanie sieci bezprzewodowych. Przydatne wskazówki jak chronić sieć domową przed intruzami

Imię:  
Email:
Tak, akceptuję Politykę Prywatności